czwartek, 8 października 2015
12.Miłość jest przereklamowana?
Statusy i statuty.
Dla niektórych statusy na facebooku są jakąś ważna sprawą, a medium społecznościowe traktują jak swoją prywatną jaskinie. Przecież ludzie wszystko robią tam na pokaz i żeby tylko miało dobry przekaz. Trochę jak plotkowanie. (W związku może być każdy, np. Solidarność ;) )
A plotka to taka choroba przekazywana drogą ustną. Generalnie myślę, że mieszkamy jednak w chorym kraju, bo status samotna matka, niż panna z dzieckiem jest bardziej poważnie traktowany. Za ten tekst „ samotna matka” można od razu więcej załatwić w instytucjach państwowych. Potem się dziwią, że ludzie robią przekręty, rodzice mieszkają razem, a na papierku jest inaczej.
Polska to chory kraj… dlaczego? Bo polska służba zdrowia też jest chora. Najbardziej można się przekonać o tym, gdy choruje dziecko. Bo wtedy zdrowie jest najważniejsze. O siebie tak nie dbamy, a to nie dobrze…
Przekonałam się o tym sama, gdy wykończyłam swój organizm tym trybem życia, który nie pozwalał mi na sen, odpoczynek i jedzenie odpowiedniej ilości posiłków. Najważniejszy jednak jest komfort psychiczny. Stres to czynnik jakiego z życia wykreślić się nie da. Trzeba znaleźć w sobie odwagę by móc da upust emocjom. Można się wykrzyczeć, można się wypłakać, ale nie wolno zamykać się w sobie. To na pewno nie świadczy o tym, że czujemy się bezpiecznie.
Sama tak chciałabym się poczuć, bo osób na których można polegać, czyli przyjaciół i prawdziwych bezinteresownych relacji jest coraz mniej.
Wszyscy boją się friend-zonu, a może o to chodzi, że najlepiej jest mieć i żonę i przyjaciółkę w jednej osobie. Nic nie dzieje się bez przyczyny, nie ma róży bez ognia. Miłości nie ma bez namiętności. A związku nie ma bez… chemii ;)
A przecież, ja z chemii to studiuję to międzyludzką.
Martyna S.
niedziela, 4 października 2015
11. Nie, nie poszłabym z kolegą z pracy do łóżka.
Nie, nie poszłabym z
kolegą z pracy do łóżka.
Bo tytuł musi zawsze by chwytliwy, a tak na poważnie to ostatnio znalazłam w jednym ze swoich magicznych notatników listę tematów do zrealizowania jako felietony. Uśmiecham się do siebie i poszłam na kawę.
Ostatnio też zauważyłam, że ludzie odnoszą się do siebie nawzajem coraz gorzej, robiąc z siebie nawzajem „popychadła”. A co do tematu, to tak bym odpowiedziała na tak zadane pytanie, bo potem, gdy przyszłoby zażenowanie i wstyd to i tak musiałabym go widzieć, a to byłaby krępująca sytuacja dla obu stron.
Zmieniłam trochę swój styl na bardziej „mobilny” chociaż nie czerpię już takiej satysfakcji z klepania w klawiaturę, plik się uszkodzi i zniknie, a rękopis zawsze pozostanie i nawet bez dostępu do sieci można do niego zajrzeć. Może dlatego przez tyle czasu tu nie pisałam , bo media ograniczają nas to konkretnej ilości słów. Co innego rozmowa, dialog, monolog….
Zamiast ograniczać się w słowach, robię to co kocham, czyli daję się znów ponieść emocjom. Biorę aparat i idę… słucham muzyki i tańczę… i nie na pokaz, nie dla kogoś, dla siebie.
Nie jest to jednak oznaką narcystyczną lecz otwartości na to co przynosi nam każdy kolejny dzień.
Jako, że od już kilku lat jestem freelanserem to dobrze mi z tym uczuciem, gdy mówię, że idę do pracy, ale nikt nie wie do której. Praca też nie musi nas ograniczać.
A taka dygresja. Nie, nie będzie tu żadnych obrazków.
Po to jest nasza wyobraźnia, tak jak i ten mój zeszyt z wierszami które pisałam na konkursy w liceum…
Na rozwój zwoi myślowych polecam przeczytać 2 razy tą samą książkę w dużym ostępie czasowym.
Inka
Bo tytuł musi zawsze by chwytliwy, a tak na poważnie to ostatnio znalazłam w jednym ze swoich magicznych notatników listę tematów do zrealizowania jako felietony. Uśmiecham się do siebie i poszłam na kawę.
Ostatnio też zauważyłam, że ludzie odnoszą się do siebie nawzajem coraz gorzej, robiąc z siebie nawzajem „popychadła”. A co do tematu, to tak bym odpowiedziała na tak zadane pytanie, bo potem, gdy przyszłoby zażenowanie i wstyd to i tak musiałabym go widzieć, a to byłaby krępująca sytuacja dla obu stron.
Zmieniłam trochę swój styl na bardziej „mobilny” chociaż nie czerpię już takiej satysfakcji z klepania w klawiaturę, plik się uszkodzi i zniknie, a rękopis zawsze pozostanie i nawet bez dostępu do sieci można do niego zajrzeć. Może dlatego przez tyle czasu tu nie pisałam , bo media ograniczają nas to konkretnej ilości słów. Co innego rozmowa, dialog, monolog….
Zamiast ograniczać się w słowach, robię to co kocham, czyli daję się znów ponieść emocjom. Biorę aparat i idę… słucham muzyki i tańczę… i nie na pokaz, nie dla kogoś, dla siebie.
Nie jest to jednak oznaką narcystyczną lecz otwartości na to co przynosi nam każdy kolejny dzień.
Jako, że od już kilku lat jestem freelanserem to dobrze mi z tym uczuciem, gdy mówię, że idę do pracy, ale nikt nie wie do której. Praca też nie musi nas ograniczać.
A taka dygresja. Nie, nie będzie tu żadnych obrazków.
Po to jest nasza wyobraźnia, tak jak i ten mój zeszyt z wierszami które pisałam na konkursy w liceum…
Na rozwój zwoi myślowych polecam przeczytać 2 razy tą samą książkę w dużym ostępie czasowym.
Inka
Subskrybuj:
Posty (Atom)